Koncerty
Concerts


   Leonard Cohen pierwszy raz koncertował w Polsce w marcu 1985 roku. Wystąpił z czterema koncertami. Program wszystkich koncertów był jednakowy, a jedyna różnica to ilość i tytuły piosenek śpiewanych na bis.


Autor plakatu:
Waldemar Świerzy (1985)

Program koncertów:

Bird On The Wire (początek i koniec koncertu),
A Singer Must Die
(solo),
Coming Back To You,
 
Who By Fire,
The Law,
Dance Me To The End Of Love,
There Is A War, 
The Gypsy's Wife,
The Partisan,
The Stranger Song
(solo),
Sisters of Mercy,
The Night Comes On,
Diamonds In The Mine,
Avalanche
(solo),
Chelsea Hotel
# 2 (solo),
Lover Lover Lover,
Famous Blue Raincoat,
Suzanne,
Hallelujah,
Heart With No Companion,
Passing Through,
If It Be Your Will,
Joan Of Arc,
Memories,
One Of Us Can Not Be Wrong
(solo),
Hey That's No Way To Say Goodbye,
So Long Marianne,
Story Of Isaac,
The Guests,
I Tried To Leave You
Tennessee Waltz
(bis)

Skład zespołu:

Leonard Cohen - śpiew, gitara akustyczna, Ron Getman - śpiew, gitara, gitara hawajska, John Crowder - śpiew, gitara basowa
Richard Crooks - perkusja


Anjani Thomas
-
śpiew, instrumenty klawiszowe


Mitch Watkins
- śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe

 

Poznań,  19 marca 1985  - Arena


Hala Widowiskowo - Sportowa "Arena"

Nie znalazłem żadnej recenzji koncertu w Poznaniu, który wraz z "bisami" trwał 3 godziny. Po koncercie LC spotkał się ze słuchaczami "Radia Poznań".


19.03.1985   Radio Poznań  fot. CAF


Wrocław, 20 marca 1985 - Hala Ludowa


 
Hala Ludowa  fot. M. Michalski / AG

   "(...) Z polskich koncertów najtrudniejszy był ten we Wrocławiu. Śpiewał w Hali Ludowej, w której jak wiadomo przed laty "występowali" przywódcy Trzeciej Rzeszy. Miał tego pełną świadomość i wrażenie, że duchy tamtych są w tym miejscu ciągle obecne. W związku z tym w pierwszej części koncertu nie był sobą. Denerwował się, sztywniały mu palce, a jego niepokój naturalnie udzielał się reszcie zespołu. Podczas przerwy wpadł wreszcie na właściwy pomysł i kiedy znów zjawił się na estradzie, powiedział: - Wiem, kto tu przede mną występował, ale ... pomiędzy mną, a Hitlerem jest różnica. Hitler nie umiał śpiewać.
Ten żart zmienił wszystko. Druga część koncertu była, jak twierdzą ci, którzy widzieli wszystkie polskie koncerty Cohena, najlepsza ze wszystkiego, co u nas pokazał (...)"

Maciej Karpiński i Maciej Zembaty, "Alleluja ! - ballady Leonarda Cohena", 
Wydawnictwo "Michalineum", Warszawa 1986

 

Zabrze, 21 marca 1985 - Dom Muzyki i Tańca


Dom Muzyki i Tańca

   "(...) Koncert w Zabrzu rozpoczął się jednym z dawniejszych utworów poety "The Bird On The Wire" - melancholijną balladą o człowieku, który bronił swej niezależności. Nastrój, trochę tajemniczy, bardzo poważny, choć bez dystansu do publiczności podkreśla skromna, ale znakomicie przygotowana oprawa świetlna. Doskonale spisywał się akompaniujący Cohenowi zespół. Muzycy podporządkowali swoje umiejętności i predyspozycje klimatowi utworów poety. (...) Przyznać trzeba, że publiczność zaprezentowała się z najlepszej strony, (...), a na zakończenie, po kilkakrotnych bisach zgotowała wykonawcy długotrwałą "standing ovation". Przyznam, że niemłody już przecież poeta zaskoczył mnie doskonała kondycją artystyczną, a także fizyczną (koncert trwał ponad trzy godziny). Wiele jego utworów zabrzmiało na żywo znacznie lepiej niż na płycie, m. in. ballada "The Law". Szczególnej wymowy nabrał specjalnie zapowiedziany przez poetę utwór "The Partisan" jedyny w repertuarze poety, który nie wyszedł spod jego pióra. (...). Możliwość porównania tego, co od wielu lat znało się tylko z płyt z tym, co Cohen prezentuje na estradzie obecnie, była fascynująca, jednakże zawsze istnieje w takich sytuacjach pewien niepokój, że hołubiony od dawna mit zbudowany na wyobrażeniu jedynie, bezlitosna rzeczywistość obnaży, (...). Jednakże tym razem już po drugim, czy trzecim utworze wiedziałem, że się nie zawiodłem. I jeszcze jedno uświadomiłem sobie, gdy poeta zniknął za kulisami: na płycie, na estradzie, w tomiku wierszy jest ten sam Cohen, nie ma podziału na proste tekściki piosenek i wielką poezję dla wydawnictw - tu i tam jest ten sam WSPANIAŁY ARTYSTA"

Witold Turant, "Ten sam Leonard Cohen", Katolik nr 15/1985
 

Warszawa, 22 marca 1985 - Sala Kongresowa   


Sala Kongresowa w Pałacu Kultury i Nauki


    Warszawa 22 marca 1985          
 Sala Kongresowa                 

  "Długo czekałem za kulisami. Dlatego wypiłem więcej czerwonego wina niż zwykle ... Leonard Cohen swoją bezpośredniością szybko rozładował napięcie wynikające z ponad godzinnego opóźnienia koncertu - nie z jego przyczyny. Zapomnijmy o wszystkim, pójdźmy w świat poezji. Od pierwszej chwili zaczął działać magnetyzm, jaki roztacza kanadyjski poeta, niezwykły w swej zwyczajności. (...) Cohen traktuje swój występ jak wieczór w gronie przyjaciół. Utwory śpiewane przeplata komentarzami, w których wyraża swój pogląd, reaguje na doraźną sytuację. Czasem opowie anegdotę, związaną ze swoją pieśnią. Tak w balladach, tak i w słowie wiążącym ma swój styl. Umie pociągnąć widownię za sobą i przeciwstawić się gdy trzeba. (...) Koncert przeciągany bisami - śpiewający gość nie dał się długo prosić - trwał ku satysfakcji słuchaczy - ponad trzy godziny. Sala poddawała się autentyzmowi poezji śpiewanej Cohena (...)"

Barbara Henkel, "Magnetyzm", Radar z dn. 4-11.04.1985

"(...) Wracając do domu pomyślałem, zapewne nie jedyny, iż czuje się ten Wschód u Cohena. Nie zdziwiłbym się, gdyby jego tatuś nazywał się Wysocki, a mamusia - Okudżawa. (...)"

Daniel Passent, "Nie denerwujcie się obywatelu", Polityka nr 14/1985


Oryginalny bilet - jakie czasy, takie bilety


   "Muszę powiedzieć, że ten warszawski koncert był z poważnymi przygodami osobistymi. Bilet kupiłem za 5000 zł (takie wtedy były ceny!) od konika - więc przepłaciłem kilkakroć, ale oryginał, więc wszedłem bez większych problemów, choć po poważnych problemach w ogóle, bo te tysiące napierające na plecy, głowę, depczące nogi i nieprzebierające w słowach i łokciach były mało przyjemne.  A jak mieli się czuć ci, którzy kupili bilety za 20 000, a one były zwykłymi falsami? Ja sam widziałem kilkanaście osób, które próbowały wejść do Sali Kongresowej na te bilety, a ci, którzy je wcześniej rozprowadzali - ochrona i bileterzy (też to widziałem!!!), nie chcieli ich wpuścić. Wiem, że były jakieś ciągi dalsze tej sprawki, ale, jak to w tamtejszej Polsce, zapewne wszystko się rozmyło, a poszkodowani zostali poszkodowani. Po koncercie, gdy z koleżanką wracaliśmy do Lublina, zgubiliśmy bilety kolejowe, a po wejściu do wagonu mieliśmy zatarg z babami, które jechały gdzieś tam, pownosiły setki najprawdziwszych tobołów, zajmując cały nieomal wagon i nie dając szans na normalne przemieszczanie się, więc zwróciłem im na to uwagę, że zachowują się trochę nieprzyzwoicie. Siadły na mnie jak kwoki, zaczęły się wydzierać, co to za chamska młodzież, co za kultura, odzywki - a byłem naprawdę kulturalny wobec nich (a tak na marginesie - wyobraźmy sobie tę sytuację dzisiaj - małolaty zatłukły by je, a potem wyszło by, że to mała szkodliwość społeczna!!!). Wydarły się do konduktora, bo usłyszały, że nie mamy biletów, że powinien nas na milicję, do więzienia, powiesić itp. itd. A ja gościowi tłumaczę, że byliśmy na koncercie Cohena i jesteśmy zmęczeni, i jak kupowaliśmy bułeczki w sklepie nad kasami na dworcu, to musiały mi te bilety wypaść, i że u niego kupimy nowe, bo jesteśmy porządna młodzież, i inne, w tym stylu usprawiedliwienia, dlaczego to jedziemy bez biletu. Pan konduktor okazał się wspaniałym człowiekiem i najprawdziwszym miłośnikiem Cohena (bardzo żałował, że sam nie miał tego szczęścia być na tym mistycznym koncercie - jego słowa!), więc opowiedzieliśmy mu pobieżnie, jak występ się udał, a on w nagrodę nie zażądał od nas biletów, nie wypisał kary, mało tego, nie kazał kupować nowych, babom zaś nałożył karę za przekroczenie bagażowe. Boże, co tam się działo do końca naszej podróży!!! Sabat potworów i czarownic to pestka przy nich. Konduktor zaś, gdy kolejny raz pojawił się na horyzoncie, aby u nowych pasażerów sprawdzić bilety, dyskretnie mijał to "zauroczone miejsce" i wysiadał przedział wcześniej a wsiadał drzwiami za nami. Widzieliśmy to na własne oczy. Baby nie wiedziały, że  trafiły na prawdziwego fana Kanadyjczyka. Myślę, że podobnie jak my i konduktor, i baby pamiętają ten dzień do dzisiaj i z pewnością każdy inaczej. Ja dzięki koncertowi również miałem pewne fory podczas egzaminów z rosyjskiego i anielskiego na uczelni - egzaminatorzy też byli zapalonymi fanami, a nie byli na koncercie. Nie mogli się nadziwić, jak zdobyłem bilet. Łezka się w oku kręci - ta aura tajemnicy, to drżenie przed koncertem i upajanie się po. Nic potem w muzyce na żywo tak na mnie nie podziałało. A te tłumaczenia Zembatego w Radarze! Dobrze, że w tamtejszej zaprzanej Polsce było jednak to coś, czego inne demoludy nigdy nie miały szansy doświadczyć - powiew zachodu, wolności, inności. Dzisiaj mamy tę inność każdego dnia i trochę inaczej już wygląda. Ale wtedy?! Ho ho".

Bernard z Lublina (2004) - przesłane e-mailem (dziękuję)


Z okazji 45. rocznicy powstania radiowej "Trójki"
oraz promocji płyty Anjani Thomas "Blue Alert" odbył się zamknięty koncert.
Anjani, za pośrednictwem Jarkko Arjatsalo, zaprosiła także autorów polskich stron internetowych poświęconych Leonardowi Cohenowi.

                           
                                     fot. Sebastian Korta            
                             Warszawa - PR"Trójka" 31.03.2007  


fot. Justyna Galant                                        Warszawa - Park Łazienkowski  31.03.2007  

             Eija & Jarkko Arjatsalo          

Paweł Górny, Mirosław Dworniczak, Andrzej Pfeiffer, Sebastian Korta

 


 

Przy okazji koncertu mogli się spotkać po raz pierwszy i poznać najwierniejsi wielbiciele twórczości Leonarda Cohena
 


fot. Anna Dworniczak                                Warszawa k/Hotelu "Agrykola" 31.03.2007
Anna Pfeiffer, Mirosław Dworniczak, Kazimierz Sak, Joanna Turkowska, Paweł Górny, Justyna Galant
 


fot. Paweł Górny                                                                                                               Warszawa - Park Łazienkowski 31.03.2007
Stoją od lewej: Andrzej Pfeiffer, Mirosław Dworniczak, Anna Dworniczak, Sebastian Korta, Agnieszka Korta, Justyna Galant
Siedzą od lewej:
Anna Pfeiffer, Marek Leonowicz, Małgorzata Leonowicz, Joanna Turkowska, Alicja Sak i Kazimierz Sak
 


fot. Anna Pfeiffer                                         Warszawa - Park Łazienkowski 31.03.2007
Paweł Górny, Sebastian Korta, Anna Dworniczak (fotografuje Pałac Łazienkowski), Agnieszka Korta, Joanna Turkowska, Sławomir Gaudyn (reżyser - przygotował w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie spektakl: Leonard Cohen - "PIEŚNI MIŁOŚCI I NIENAWIŚCI")
 


fot. Anna Pfeiffer                                                   Warszawa - "Łazienki" 31.03.2007
Marek Leonowicz, Andrzej Pfeiffer

 

Warszawa, 31 marca 2007 - Studio im. Agnieszki Osieckiej

"Leonard Cohen przedstawia Anjani"
 


fot. Anna Pfeiffer


fot. Wojciech Dorosz/Trójka


fot. Wojciech Dorosz
/Trójka


fot. Dariusz Kawka 
Przed koncertem Anjani i Leonard udzielili wywiadu Piotrowi Kaczkowskiemu z "Trójki"- posłuchaj


Program koncertu

Przywitanie gości i radiosłuchaczy: Marek Niedźwiecki
Na scenę wchodzi witany owacyjnie (publiczność wstała)
Leonard Cohen


 

fot. Kevin Roody 

   Thank you so much, friends... Please, sit down, thank you so much. Thank you, Marek, thank you very much. Thank you for coming tonight. Thank you, the listeners of Trójka. It's a great privilege and a great honour for us to be here. We were here 22 years ago. There were brave men in prison. There were people under house arrest. There was the Heavy Hand over the society and over the culture. And here today, 22 years later, they're calling this the "New Paris". Warsaw is the new Paris.  Well,  maybe Warsaw doesn't want to be the new Paris? In any case, we don't live in Warsaw, we don't live in  Paris  although  those  geographies may define our actual location; we live in other places that are more intimate and more real and more authentic than  whatever the official culture defines us as. I was reading in Milosz's book today... just one beautiful  paragraph... He says:
 

"Man has been given to understand
that he lives only by the grace of those in power.
Let him therefore busy himself sipping coffee, catching butterflies.
And whoever cares for the republic will have his right hand cut off.
There is so much death and that is why affection for pigtails,
bright-coloured skirts in the wind, for paper boats no more durable than we are."

 

And then the poem just drifts off. And it's in that drifting off that these songs that we have tonight are written. Just... The songs not of great love, not of... songs that address the great bewildering challenges of today whether they're global warming of the clash of civilizations or the resolution of all the horrendous conflicts that beset us. These are songs that Anjani and I wrote about the little places, about the little loves, about the little corners. Some distinguished musicians have come with us from Canada. And I'd like to introduce them to you. These are master musicians - soloists and composers in their own right. On keyboard, Lou Pomanti. On guitar, Rob Piltch. On bass, Scott Alexander. These songs are honoured by the company of these musicians. Now, one day... I know Anjani very well - some of you may know - we've been singing and working and living together for many years, but one day very recently I woke up and I heard her singing in a completely different voice. It was as though her voice--and I know her voice very, very well--but it was as though her voice had moved from the throat to the heart. And it was a completely different sound, a completely different timbre, a completely different dimension. And I was so happy when she began to put my words to music, so I hope that you will find favour in these songs that we're going to offer you tonight. They are new songs with a new voice, and I'd like to present to you Anjani.

AnjaniTomas: Witam was.

 Blue Alert (Leonard Cohen/Anjani)
The Golden Gate
(Leonard Cohen/Anjani)
Half the Perfect World
(Leonard Cohen/Anjani)
Innermost Door
(Leonard Cohen/Anjani)
No One After You
(Leonard Cohen/Anjani)


fot. Anna Pfeiffer

Never Got to Love You
(Leonard Cohen/Anjani)
z Leonardem - posłuchaj
Thanks for the Dance
(Leonard Cohen/Anjani)


fot. Dariusz Kawka

Whither Thou Goest
(Guy Singer)  
z Leonardem - posłuchaj (Warszawa) -  zobacz w Joe's Pub NY
BIS: Nightingale
(Leonard Cohen/Anjani)

   Po koncercie wszyscy zostali zaproszeni na urodzinowego szampana "Trójki". Razem z nami była Anjani Thomas, który chętnie rozmawiała i rozdawała autografy. W krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że Anjani zna tę stronę i dziękuje mi za popularyzowanie twórczości jej i Leonarda Cohena.

                                                                 autograf dla Anny Pfeiffer                                                                     autograf dla Andrzeja Pfeiffera                                   

 


fot. Anna Pfeiffer                                      Anjani z Agnieszką Wojtanowską


fot. Anna Pfeiffer                                            Anjani z Sebastianem Kortą


fot. Anna Pfeiffer          Anjani z .... (Proszę napisać, to prześlę Pani zdjęcie)

 

Leonard Cohen składa autograf na ścianie w radiowej "Trójce"                                                     Warszawa 31.03.2007