Księga tęsknoty

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Nie wejdę pod górę
System się zawiesił
Ciągnę na pigułkach
B-gu za nie dzięki

Z chaosu wychodzę
I zmierzam ku sztuce
Depresja mym wzorem
Pożądanie kucem

Jak łabędź frunąłem
Spadałem kamieniem
Czas płynie z mozołem
Już nikt się nie śmieje

Stronice zbyt białe
A pióro zbyt wiotkie
By ranki spisały
Co noce przyniosły

Mój anioł się martwi
Bestia we mnie krzyczy
Nie wolno ujawnić
Ni śladu goryczy

Kobiecie wystarczy
Ten ktoś kim być mogłem
Me serce przywłaszczy
Zupełnie na chłodno

I wejdzie na ścieżkę
Czytając w mych myślach
Gdzie wolę mą przetnie
Tam wolność rozbłyśnie

Nie krócej niż mgnienie
Istnienia się zderzą
Zatrzyma się wieczność
i drzwi się otworzą

Objawi się nagle
Takiemu jak tobie
By z niewykonalnym
od nowa wojować

Już jest nieopodal
Już wzrokiem tu sięga
To moja tęsknota
A to moja księga

 

The Book of Longing

Leonard Cohen

I can't make the hills
The system is shot
I'm living on pills
For which I think G-d

I followed the course
From chaos to art
Desire the horse
Depression the cart

I sailed like a swan
I sank like a rock
But time is long gone
Past my laughing stock

My page was too white
My ink was too thin
The day wouldn't write
What the night pencilled in

My animal howls
My angel's upset
But I'm not allowed
A trace of regret

For someone will use
What I couldn't be
My heart will be hers
Impersonally

She'll step on the path
She'll see what I mean
My will cut in half
And freedom between

For less than a second
Our lives will collide
The endless suspended
The door open wide

Then she will be born
To someone like you
What no one has done
She'll continue to do

I know she is comming
I know she will look
And that is the longing
And this is the book


Mój żywot w habicie

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Po pewnym czasie
Trudno powiedzieć
Czy to tęsknota
Za kobietą
Czy potrzeba
Papierosa
A następnie
Czy to noc
Czy dzień
I nagle
Odzyskujesz
Poczucie czasu
Ubierasz się
Wracasz do domu
Zapalasz papierosa
Żenisz się
 


Głos Pana

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Po  wysłuchaniu Mozarta
(co zdarzało mi się często)
Zawsze dźwigałem
Fortepian na szczyt
Mount Baldy
I z powrotem
I nie mówię
O elektronicznej klawiaturze
Tylko o koncertowym
Fortepianie
Wykonanym z betonu
Teraz kiedy umieram
Nie żałuję
Ani kroku


 

Roshi w wieku 89 lat

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Roshi leży w łóżku
              ze strudzoną miną
Żył dotąd z żywymi
             ze zmarłymi ginął
Znów prosi o drinka
            (cuda nad cudami)
Wojuje z pokojem
            wojuje z wojnami
Zasiada na tronie
            z Twarzą Niebywałą
I wojuje z Niczym
            które Czymś się stało
Po suszonych śliwkach
            tak w żołądku błogo
Nikt nie chce do Nieba
            w Piekle też nikogo

Mount Baldy, 1996

Jeden z moich listów

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Korespondowałem ze sławnym rabinem
ale mój nauczyciel zauważył jeden z listów
i nakazał mi milczenie.
"Drogi Rabbi", napisałem do niego po raz ostatni
"Brak mi autorytetu i wiedzy
by wypowiadać się i podobnych sprawach
Popisywałem się tylko
Wybacz mi, proszę.
Twój żydowski brat,
Jikan Eliezer".

 


Też byś zaśpiewała

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Też byś zaśpiewała
gdybyś się znalazła
w miejscu takim jak to
Nie przejmując się tym
czy jesteś równie dobra
jak Ray Charles albo Edith Piaf
Zaśpiewałabyś
Zaśpiewałabyś
ale nie dla siebie
tylko aby wreszcie stał się sobą
stary głupiec
gnijący w gwiezdnych kiszkach
i wyzbytym miłości charkocie
twojego własnego oddechu
Zostałabyś śpiewaczką
szybciej niż zaczyna się
nienawidzić urok rywalki
i zaśpiewałabyś, moja droga
też byś zaśpiewała

 


Mnich spragniony miłości

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Ogoliłem głowę
przywdziałem habit
sypiam w kącie chaty
na wysokości dwóch tysięcy metrów
Ponuro tu
Jedyne czego nie potrzebuję
to grzebień

Mount Baldy, 1997


SOS 1995

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Nie spiesz się z gniewem,
śpioszku.
Nie trać go w zamieszkach.
Nie plącz w ideach.
Diabeł nie pozwoli mi mówić,
dopuści jedynie aluzję,
że jesteś niewolnicą,
a twoja niedola to zamierzona taktyka
tych, pod których jarzmem cierpisz,
których podtrzymuje przy życiu
twoje nieszczęście.
Po tamtej stronie same okropności,
wewnętrzny paraliż po tej -
Zadowolona z lepszego rozwiązania?
Jesteś przykuta.
Hodowana na ból.
Diabeł wiąże mi język.
Mówię do ciebie,
"przyjaciółko mojego zagryzmolonego życia".
Zostałaś podbita przez tych,
którzy potrafią podbijać nie widziani.
Zasłony poruszają się tak pięknie,
koronkowe zasłony uroczej
dawnej intrygi:
Diabeł mnie kusi,
abym przestał cię ostrzegać.
Więc muszę powiedzieć to szybko:
Ktokolwiek zaistniał w twoim życiu,
ci którzy cię krzywdzą,
ci którzy ci pomagają,
co których znasz
i ci których nie znasz -
spuść ich ze smyczy,
pomóż im zerwać się ze smyczy.
Rozpoznaj smycz.
Słuchacie państwo Radia Ruch Oporu.


Kiedy piję

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Kiedy piję z Roshim
szkocką po 300 dolarów
za butelkę
zaspokajam wszystkie pragnienia
Piosenka ożywa na moich ustach
kładzie się ze mną kobieta
a wszystkie pożądania
zapraszają bym zwinął się nagi
w ich zaślinionych paszczach

Już nie, wołam, już nie
ale Roshi ponownie napełnia mi szklankę
i pochłania mnie nowa namiętność
nowy apetyt
Na przykład
wpadam do tulipana
(ale nigdy nie dosięgam dna)
albo też przemierzam noc
w zapoconym zespoleniu ciał
z kimś o rozmiarach dwakroć większych
od Wielkiej Niedźwiedzicy

Kiedy jemy z Roshim mięso
czworonożne zwierzęta
już nie płaczą
zwierzęta dwunożne
nie próbują odlecieć
wyczerpany łosoś
dopływa do domu mojej ręki
a wilk Roshiego
gryząc zerwany łańcuch
wywołuje sensację
w naszej chacie
łasząc się do wszystkich

Kiedy zajadamy z Roshim
popijając ballantine'em
sosny głaszczą mnie po brzuchu
wielkie nudno - szare głazy
Mount Baldy
wpełzają do mego serca
i karmię je wszystkie
przepysznym tłuszczykiem
i prażoną kukurydzą o smaku twarożku
czymkolwiek zresztą
czego pragnęły przez tyle lat

Do młodej zakonnicy

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Owa nie wymagająca miłość
w jaką wyposażyły nas
niezdarne narodziny -
Ciebie w twoim pokoleniu
mnie w moim.
Nie jestem tym, którego szukasz.
A ty nie jesteś tą,
której szukać przestałem.
Jak słodko
pozbywa się nas czas,
kiedy idziemy ramię w ramię
poprzez Most Drobnostek:
Twoja zmiana: kroisz.
Moja zmiana: gotuję.
Twoja zmiana: umierasz z miłości.
Moja zmiana: wskrzeszam.

Inni autorzy

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Steve Sanfield jest mistrzem haiku.
Mieszka na wsi razem z Sarą,
swoją piękną żoną
i pisze o rzeczach małych,
reprezentujących wszystkie rzeczy.
Kyozan Joshu Roshi,
który doprowadził setki mnichów
do pełnego przebudzenia,
zwraca się ku jednoczesnemu
rozszerzaniu i kurczeniu się
wszechświata.
A ja piszę i piszę
o pewnej szlachetnej młodej damie,
która rozpięła jeansy
na przednim siedzeniu mojego jeepa
i pozwoliła mi dotknąć
źródła życia,
bo tak daleki byłem już od niego.
Powiem wam, przyjaciele,
że wolę moją tematykę.

Roshi

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Właściwie nigdy nie zrozumiałem
o czym mówi
ale od czasu do czasu
zdarza mi się
zaszczekać wespół z psem
pochylić się z irysem
albo jeszcze inaczej nieść pomoc
w równie niewielkim stopniu

Prawdziwe ja

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Prawdziwe ja, prawdziwe ja
wola niczyja -
Wolna od "Zabij"
czy "Nie zabijaj"
jako nowicjusz
zdecydowanie
wybieram
Pierwsze zobowiązanie
więcej z wolnej woli
"Niezabijanie"

 


Lepsze

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

lepsze od ciemności
są fałszywe ciemności
bezecnie prowokujące
do ocierania się
o czyjąś zabytkową
kuzynkę

lepsze od banków
są fałszywe banki
gdzie wymieniamy
lewe dochody na legalne
środki pieniężne

lepsza od kawy
jest kawa niebieska
którą wypijamy
w ostatniej kąpieli
lub czasami czekając
na zdjęcie
butów

lepsze od wierszy
są moje wiersze
które opowiadają
o wszystkim
co szlachetne i piękne
same takimi
nie będąc

lepsza od dzikości
jest dzikość ukryta
kiedy na przykład
tkwię z nowym wężem
w ciemności
parkingu

lepsza od sztuki
jest sztuka odpychająca
obrazuje bowiem
wyraźniej niż święte pisma
znikomość twoich
postępów

lepsze od ciemności
są ciemności
jeszcze ciemniejsze
bardziej dogłębne i przepastne
osobliwie pozamarzane
wypełnione jamami
i oślepiającymi tunelami
w których ukazują się
machający ku nam zmarli krewni
oraz inne
dewocjonalia

lepsza od miłości
jest miłość
bardziej wyrafinowana
wykwintnie zmysłowa
łagodni mali ludzie
o lżejszych od myśli
wielkich genitaliach
wygodnie urządzeni
na powiekach mgły
żyją potem krótko
i nieszczęśliwie
gotując, uprawiając ogród
i wychowując dzieci

lepsza od mojej matki
jest twoja matka
bo twoja nadal żyje
a moja już nie
co też ja opowiadam!
wybacz mi mamo

lepsza ode mnie
jesteś ty
bardziej taktowna
jesteś
słodsza bystrzejsza szybsza
ty ty ty
ładniejsza ode mnie
silniejsza ode mnie
i bardziej samotna

chcę cię
poznawać
lepiej i lepiej

Mount Baldy, 1996
 


Lekarstwo

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Moje lekarstwo
Ma wiele kontrastujących ze sobą smaków
Zaabsorbowany lub zdezorientowany
Tymi różnicami pacjent
Zapomina o bólu.




Upadek zen

tłumaczenie Daniel Wyszogrodzki

Skoro mogę wcisnąć twarz
w to miejsce
i walczyć z oddechem
a ona podąża spiesznymi palcami
        aby nas rozdzielić
i dać mi odetchnąć otwartymi ustami
wbrew własnemu głodowi,
        najbardziej prywatnemu z głodów -
dlaczego miałbym pragnąć oświecenia?
Czy coś mnie ominęło?
Zapomniałem o wczorajszym komarze
albo o głodnym duchu jutra?

Skoro mogę przemierzać to wzgórze z nożem na karku
bo wypiłem za dużo Château Latour
i wlać serce w dolinę świateł miasta Caguas
i zastygnąć w przerażeniu kiedy pies stróżujący
wybiega śliniąc się spod krzaków
i najwyraźniej mnie nie rozpoznaje
więc stoimy tam - no właśnie - rozdarci
głowiąc się kto powinien zabić kogo pierwszy -
gdy ja się ruszam on się rusza,
gdy on się rusza ja się ruszam,
dlaczego miałbym pragnąć oświecenia?
Czy coś przeoczyłem?
Nie udało mi się utulić któregoś ze światów?
Nie ukradłem jakiejś kości?

Skoro Jezus kocha mnie tak bardzo
         że z Jego serca wypływa krew
a ja wspinam się po metalowej drabinie
ku Jego piersi rozwartej
smutkiem tak wielkim jak Chiny
wchodzę do najgłębszej komnaty ubrany na biało
i proszę i błagam:
"Nie tego, proszę Pana. Nie tamtego. Błagam Pana"
i spoglądam Jego oczami
jak bezradnym srają znów na głowę
a delikatna i kwitnąca sutka rodzaju ludzkiego
tkwi w kleszczach
władzy, mięśni i pieniędzy -
dlaczego miałbym pragnąć oświecenia?
Czyżbym nie rozpoznał jakiegoś karalucha?
Przeoczył coś z robactwa w wydzielinie mojego majestatu?

Skoro "kobiety są stuknięte, a faceci głupi"
i wszyscy już śpią w San Juan i w Caguas
i wszyscy oprócz mnie są zakochani
i każdy ma religię i swojego chłopca
i wielki dar samotności -

Skoro przenikam pomiędzy wszystkimi światami
i rozbieram kobietę nie dotykając jej ciała
i biegam w sprawach swojego moczu
        i oferuję szerokie srebrne barki
kropeczce księżyca -
Skoro serce mam złamane jak zwykle
przez czyjąś efemeryczną urodę
a plan za placem upada
niczym królestwa bez napisu na ścianie
i - spójrz - dopadam dysząc
ostatnią stacyjkę niezrównanej prywatności Sahary
i zawirowuję powietrzem w ciemnym kokonie
zapomnienia bez wysiłku -
dlaczego miałbym dygotać na ołtarzu oświecenia?
dlaczego miałbym chcieć uśmiechać się już zawsze?