Analiza literacka tomiku "Porównajmy mitologie"

   "... debiutancki tom wierszy, "Let Us Compare Mythologies" (1956), określił, w ogólnym zarysie postawę, jaką poeta przyjmuje w stosunku do dziedziczonej tradycji. Była to postawa otwarta. Otwarta i pełna potencjalnej gotowości na przyjęcie różnorodnych inspiracji, a także na swobodne wypady poza granice dotychczasowych norm i nakazów. Sam tytuł książki zachęcał do czynienia porównań pomiędzy różnymi mitologiami. Judeochrześcijańskie dziedzictwo Cohena jest dla niego przede wszystkim dziedzictwem intelektualnym. Fascynacja antykiem i kulturą śródziemnomorską (udokumentowana później latami spędzonymi przez poetę na greckiej wyspie) stanowi wyraźną przeciwwagę dla dogmatyzmu i surowości religii żydowskiej.

   "Mam na imię Theodotus, nie mówcie do mnie Jonathan
    Mam na imię Dositheus, nie mówcie do mnie Nathaniel
    Zwracajcie się do nas Aleksander, Demetrius, Nicanor"

                                            ("The Song Of The Hellenist")

   Zderzenie dwóch kultur jest jeszcze silniejsze w wierszu "Beside The Shepherd". Cohen pozwala spłonąć lasom, dla samego dotyku róży:

   "Nago biegnąc przez komnaty
    Chłopiec z wieścią o Mesjaszu
    Zapomina wiadomości jaką miał przekazać ojcu
    Rozkoszując się marmurem pod stopami".

   Ale ten marmur pod stopami, to nie tylko helleńska afirmacja życia. W II, III wieku p.n.e. hellenizm stanowił zagrożenie dla judaizmu. Zdobywając umysły ludzi wykształconych, stawał się intelektualnym bodźcem do zaniechania wszelkich praktyk, prowadził do ateizmu. Nawet w wyższych sferach kapłańskich rozprzestrzeniał się grecki styl życia. Filozoficzny ładunek hellenizmu wdarł się do samego kanonu ksiąg świętych, gdzie pozostał na wieki w postaci Księgi Eklezjasty.
   Debiutancki tom Cohena miał jeszcze jeden, niezwykle istotny aspekt - rozliczenie z chrześcijaństwem. Bezradność i współczucie odmalowują się w pierwszej strofie wiersza "For Wilf And His House":

   "Kiedy byłem młody Chrześcijanie opowiedzieli mi
    jak przyszpililiśmy Jezusa
    niczym pięknego motyla, do drzewa
    i rozpłakałem się przy obrazie Kalwarii
    na aksamitne rany
    i delikatne wykręcone stopy"

Przesłanie jest jednak niepokojące:

   "A więc porównajmy mitologie
    Poznałem już swoje wypracowane kłamstwo
    o górnolotnych krzyżach i zatrutych cierniach
    i jak mój ojciec przybił go
    niczym nietoperza do ściany stodoły
    aby powitał jesień i spóźnione głodne kruki
    jako wydrążony żółty znak"

Analiza literacka tomiku "Urna z ziemią"

   "Kolejny wybór wierszy, "The Spice-Box Of Earth" (1961), uwypuklił zaznaczone wcześniej tendencje. Zupełnie wyraźna staje się autorefleksja. Od tej pory coraz silniej będzie się rysowała ambiwalencja Cohena - jego śmiałość jest tym większa, im silniejsze towarzyszą jej wyrzuty. W wierszu "The Flowers That I Left In The Ground" odnajdujemy deklarację bałwochwalstwa:

   "Złoto, kość słoniowa, ciało, miłość, Bóg, krew, księżyc -
    Stałem się ekspertem od tego katalogu".

Ale już kilka stron dalej pada zapewnienie:

   "Nie wstrzymywałem oddechu
    żeby móc usłyszeć oddech Boga (...)
    Nie oddawałem czci ranom i szczątkom,
    ani żelaznym zgrzebłom,
    ani ciałom wysuszonym i owiniętym w zwoje"

                                   (I Have Not Lingered In Euroean Monasteries)

   I tutaj nasuwa się analogia do rozwojowych przemian religii izraelskiej. Synkretyczne tendencje leżące u jej zarania odcisnęły trwałe piętno. Wpływy egipskie, miejscowe mitologie, przejmowane od kananejskiej ludności kraju rytuały i święta, przez wiele wieków kształtowały judaizm na równi z przyswojonym przez plemiona hebrajskie kultem Jahwe.
   Ciągle obecne są reminiscencje śródziemnomorskie. W szczególnie osobistej formie powracają w wierszu "Celebration":

   "Kiedy klęczysz przede mną
    i w obu dłoniach
    trzymasz moją męskość jak berło (...)
    Rozumiem te Rzymskie dziewczęta
    które tańczyły wokół kamiennej kolumny
    i całowały ją aż do rozgrzania kamienia".

   A jednak Cohen zaczyna się coraz bardziej zamykać. Po młodzieńczej eksplozji tęsknot i fascynacji dochodzi do głosu pytanie o własną tożsamość. Cohen powiedział kiedyś w wywiadzie, że Kanadyjczycy oraz Żydzi nieustannie sprawdzają swoją tożsamość. I Cohen będzie szukał tej tożsamości na własnym podwórku. Odnosi się wrażenie, że wszystko, co do tej pory napisał, miało stanowić formę rozliczenia. Zakwestionował własną tradycję po to, żeby - oczyszczony z kompleksów - mógł na nią spojrzeć z dystansu. Żeby mógł poznać ją na nowo - krytycznie, ale głęboko.
   W wierszu "Last Dance At The Four Penny", w którym bezpośrednio zwraca się do przyjaciela, poety Irvinga Laytona, stwierdza po prostu:

   "Reb Israel Lazarovitch,
    ty niedobry Rzymianinie, masz rację !
    Kogo obchodzi, czy Mesjasz jest, czy nie jest
    litewskim Żydem ?"

   Należy również coraz wyraźniej rozgraniczyć to, co w twórczości Cohena dotyczyć będzie religii, od tego, co stanie się odzwierciedleniem żydowskiej tradycji, problemów narodowych, czy antysemityzmu".

Analiza literacka tomików: "Flowers For Hitler", "Parasites Of Heaven"
                                              i "The Energy Of Slaves"

   "Następne zbiory wierszy, "Flowers Of Hitler" (1964, książka ta po dzień dzisiejszy pozostaje szczytowym dokonaniem poetyckim Cohena), "Parasites Of Heaven" (1966) oraz "The energy Of Slaves" (1972) eksponują tematy osobiste, "miłość i nienawiść", częściowo pokrywają się czasowo z twórczością piosenkarską Cohena. Jest w nich rozliczenie z drugiej wojny swiatowej, nie zawsze zawężone do problemu eksterminacji Żydów. Jest w nich wiele z agresywności i antysymboliki poezji beatników. Wątek religijny wydaje się być spychany (choć można odnieść wrażenie, że jedynie czasowo) na plan dalszy. Cohen przyjmuje pozycję umiarkowanego uniwersalizmu, pojawiają się elementy autoironii:

   "Mój rabin ma srebrnego Buddę,
    mój kapłan, nefrytowy talizman".

                                      ("My Mentors")

Czy wręcz autoszyderstwa:

   "Ta Arka którą budujesz
     na swoim podwórku
    Wpuścisz mnie na nią ?
    Wypuścisz ?
    Czy nie myślisz
    że wszyscy powinniśmy studiować Etykietę
    zanim zaczniemy studiować Magię ?"

                      ("The Ark you're building ...")

Analiza literacka tomiku "Death Of A Lady's Man"

   "Stosunkowo złą passę Cohena - poety w latach siedemdziesiątych przełamał, przynajmniej częściowo, nowy wybór wierszy "Death Of A Lady's Man" (1978). Po monotonii i ubóstwie formalnym "The Energy Of Slaves", pełno tu znowu różnorodności i poetyckiej wyobraźni. Wiersze zasadnicze (?) opatrzone są wierszami - komentarzami, czasem kilkoma - krytycy skłonni byli dopatrywać się w tym wyborze fragmentów znanej jedynie z tytułu, pisanej do szuflady powieści "A Woman Being Born". I, mimo że "Death Of Lady's Man" i "The Book Of Mercy" to niemal książki dwóch różnych autorów, znajduje się tu zapowiedź przyszłego zbioru.

Analiza literacka tomiku "The Book Of Mercy"

"Kiedy jesienią 1984 r. ukazała się "Księga Miłosierdzia", wywołała zdziwienie, a także pewne rozczarowanie, zarówno wśród czytelników, jak i krytyków. Nie był to Leonard Cohen, do którego przywykliśmy. Była to jedynie jego cząstka, powiększona do rozmiarów książki. Jest bowiem "Księga Miłosierdzia" dziełem na wskroś religijnym. Nawet jeśli jest to religijność bardzo cohenowska, pozostaje dziełem niemal jednowymiarowym. Po raz pierwszy, zaczerpnięte z psychoanalitycznego podziału na trzy stany świadomości, osoby Ucznia, Mistrza i Świętego, wszechobecne w dotychczasowym dorobku Cohena, nie prowadzą swoich "ulubionych gier". Pozostał samotny Uczeń, który po latach zmagań i poszukiwań rekapituluje zebrane doświadczenia, żeby ocalić się od pustki. W podzielonym na 50 części monologu wewnętrznym zwraca się do Tego, Który Jest, którego imię jest zbyt święte, aby mogło zostać wypowiedziane, ale które stanowi odwieczną pokusę.
   Jest więc "Księga Miłosierdzia" w pewnym sensie powrotem do punktu wyjścia. Moralną retrospekcją i rachunkiem sumienia. Zawęża się do jednego wątku, ponieważ Cohen osiągnął etap, na którym jest to dla niego wątek esencjonalny. Książka pozbawiona jest atrakcyjności i niespodzianek wcześniejszych zbiorów, ale jest to asceza świadoma i należy ją uszanować.
   Religia była zresztą zawsze obecna w utworach Cohena. Zawsze odgrywała znaczącą rolę. Stosunek Cohena do religii ulegał ciągłym zmianom, od bałwochwalstwa do negacji, od egzaltacji do bluźnierstwa. Był jednak żywy, emocjonalny, prawdziwy. Często zaskakiwał śmiałością i popadaniem w skrajności, ale czy dzieje jakiejkolwiek religii wolne są od tendencji ekstremalnych ?
/... / 
   Chociaż trudno było przewidzieć, że droga jaką odbędzie Cohen w ciągu następnych 6 lat będzie drogą do punktu wyjścia, do własnych źródeł, to teraz, po lekturze "The Book Of Mercy", symptomy znamionujące notoryczne poszukiwanie miłosierdzia tego, którego imię jest zbyt święte, aby je wymówić, są szczególnie wyraźne"

Daniel Wyszogrodzki "Cohen szuka Imienia" RADAR nr 41 z 9 października 1986